Przejdź do głównej treści
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

O nas

Bo Ty, Panie, każesz świecić mojej pochodni:

Boże    mój,   oświecasz   moje   ciemności.

Bo   z   Tobą   zdobywam   wały   [Psalm 18]

  

Spis treści:

1) O Studio Dom Róż (gdzie posłuchać piosenek).

2) 20 stycznia 2025 roku - płyta Studio Dom Róż "Zapomniana Miłość".

3) 20 listopada 2020 roku - płyta Studio Dom Róż "W Nadziei świat".

4) Do roku 2015...

5) EPILOG

 

 

1) O Studio Dom Róż (gdzie posłuchać piosenek).

 

Płyta "W Nadziei świat [2020]" płytą tygodnia w Radiu Fara, oraz w Radiu Niepokalanów,

...a po kilku latach pracy udostępniamy nowy album "Zapomniana Miłość [2025]" - i jest coraz większe zainteresowanie.

Foto: live room Studio Dom Róż

 

Gdzie posłuchać piosenek Studia Dom Róż?

a) Online na wszystkich portalach z muzyką (między innymi na Spotify oraz na wielu innych portalach). Na swoim ulubionym portalu z muzyką znajdź nas wpisując tam Studio Dom Róż.

     link do Spotify:

https://open.spotify.com/artist/6wl7tezip50dcPlcLSRrIT

     link do Youtube Music:

https://music.youtube.com/channel/UCvsMi9QaKj_FfMbO6V6F3Xg

... i praktycznie na każdym innym portalu z muzyką - wpisz w wyszukiwarce "Studio Dom Róż" a efekt powinien być taki sam.

 

b) Teledyski oraz wybrane piosenki można również zobaczyć/usłyszeć na kanale Youtube Studio Dom Róż:

https://www.youtube.com/@studiodomroz8277

  

Studio Dom Róż nie jest sponsorowane przez żadną instytucję państwową, kościelną czy prywatną - przez nikogo. Robimy to, co robimy, ponieważ gdy to robimy, to czujemy, że Bóg się cieszy…, że w Jego oczach i sercu ma to ogromną wartość. 

  

2) 20 stycznia 2025 roku - płyta Studio Dom Róż "Zapomniana Miłość".

"Zapomniana Miłość" okładka

Piosenki: Na powrót ciszę słyszę, Nayana, Zapomniana Miłość, Niepowierzchowni, Oceanu syn, Tango bladej rozwódki, Chcę zmienić coś, Ja czekam, Niby wszystko jak było, Pocałunek, Bez końca z Tobą, Będę tam - będę sam

 

Tomasz Kwiatkowski:

teksty, aranżacje, muzyka (wszystkie instrumenty), śpiew (także chórki), realizacja/produkcja muzyczna, foto i projekt okładki

 

Płyta powstawała ponad 3 lata. Złożyło się na to: modlitwa, komponowanie, pisanie tekstów, aranżowanie instrumentów/śpiewu, szlifowanie gry na perkusji, basie, szlifowanie śpiewu, produkcja muzyczna, produkcja teledysku. Na tej płycie usłyszycie perkusję akustyczną plus bęben orkiestrowy (timpani) a także gitarę basową, oprócz tego bardzo szczególny wyremontowany instrument, który może wzbudzać ciekawość: Yamahę DX7 z lat 80tych (większość piosenek została skomponowana i finalnie zagrana na tym instrumencie, jako instrumencie wiodącym) a także gitary elektryczne, gitarę akustyczną (także grana za pomocą tulei w stylu country) oraz inne wyselekcjonowane instrumenty klawiszowe, harmonijkę ustną oraz drumlę i szeroko rozumiane instrumenty klawiszowe. Bardzo dużo radości dały mi (Tomasz Kwiatkowski) instrumenty… jak tu je nazwać…. - roboczo nazwę je “najprostsze”, choć tak naprawdę to one okazały się instrumentami z dużą głębią zarówno muzyczną jak i tą powstałą w moich przemyśleniach. Przykładowo drumla. Zazwyczaj pracuję w taki sposób, że trochę z rozpędu siadam przed dużą klawiaturą fortepianową i komponuję (co też jest bardzo ciekawe, że nie komponuję na instrumencie, na którym najpewniej się czuję -  tzn. na gitarze, na której gram na gitarze od dziecka ale na fortepianie/instr. klawiszowych). Kontynuując myśl - napiszę tak, żeby każdy zrozumiał - gdy zabieram się za jakąś piosenkę, to wszystkie klawisze białe i czarne, tzn. wszystkie dźwięki fortepianu mam przed sobą. Cała paleta “barw”. A taka drumla ma tylko to..., co ma i nic więcej… - czyli (uwaga) drumla ma jeden ton… i tyle. Ucząc się grać na drumli pomyślałem sobie - no tak, to ja drumla do ciebie mówię, widzisz co mam i bierz mnie, albo nie…. Jeden jedyny ton… tylko jeden… - który (co słychać w piosence “Nayana”) można modulować ustami etc. ale jednak w porównaniu do wszystkich dźwięków fortepianu jest to bardzo niewiele. I to mnie zachwyciło. Więc finalnie w “Nayanie” zagrałem na dwóch drumlach i każda dała od siebie to…., co miała… a każda miała swój jeden ton i nic więcej… i ja to wziąłem. 

Skąd pomysły na teksty? Z obserwacji tego, co się dzieje dookoła… Pisanie tekstów zajęło bardzo dużo czasu. Na początku nagrywałem tzw. “rybki” (wstępne wersje nucenia naniesione na zarysy piosenek), później do “rybek” powstawały przymiarki tekstów itd., a następnie aranżowanie (dobór instrumentów w piosenkach - kolejne i kolejne wersje).

Bardzo dużo serca włożyłem w partie gitary basowej i też w znalezienie i dobór zestawu perkusyjnego (to trwało bardzo długo i czekałem ćwicząc na padzie perkusyjnym, można to zobaczyć w teledysku “Będę tam, będę sam”).

Cały materiał płyty “zapomniana Miłość” został nagrany i wyprodukowany w Studiu Dom Róż Tomasz Kwiatkowski. W żadnym elemencie produkcji nie użyto sztucznej inteligencji AI. W żadnej piosence nie użyto narzędzi strojących głos czy instrument (tzn. nie zastosowano tuningu/autotuningu). W żadnej piosence nie użyto gotowych sampli (na zasadzie kopiuj wklej) - wszystkie ścieżki zostały zagrane przeze mnie (po wcześniejszym przemodleniu bardzo często w samotności w nocy w Kaplicach Wieczystych Adoracji, czasami nawet o 2 w nocy przyjeżdżałem do Niepokalanowa a tam pusto, tylko ja i Pan Jezus… - przy okazji - bardzo jestem wdzięczny wszystkim, którzy organizują/udostępniają takie Kaplice 24h/dobę). Starałem się jak mogłem, żeby słuchacz dostał żywy materiał - żywe instrumenty. Po prostu tam, gdzie mi się nie podobało - nagrywałem do skutku. Niektóre piosenki udało się zaśpiewać od razu za pierwszym razem. Takim przykładem jest “Oceanu syn” - nigdy nie nagrałem 2-giej wersji wokalu tej piosenki (co ciekawe, jak śpiewałem tę piosenkę, to miała być tylko taka pierwsza próba, tylko tak żeby zobaczyć jak to w ogóle wyjdzie a samą melodię an tamtą chwilę, miałem jedynie pobieżnie w głowie….). Jakież było moje zdziwienie.... (śpiewając myślałem - Boże żeby tylko to się nagrało… żeby tylko to się nagrało)…, już wtedy miałem taką świadomość, że ta jedna jedyna wersja będzie na płycie. I tak się stało.

Tuż po nagraniach rozpoczęła się wielomiesięczna praca związana z produkcją muzyczną (znowu napiszę żeby każdy zrozumiał: tuż po nagraniu jest wiele nagranych ścieżek, w uproszczeniu tyle ścieżek, co instrumentów, wokali etc. i trzeba z tych wielu ścieżek zrobić jedną piosenkę kanał lewy i kanał prawy).

Płyta “zapomniana Miłość” to także walka z samym sobą. Kolejne próby uwierzenia, że warto, że ma to sens. Próby uzasadnienia - przed samym sobą - wydatków na studio, na instrumenty etc. Walka z samym sobą, żeby nie dopuścić niczego złego w myślach (np. niewybaczenia etc.), ponieważ gdy serce jest zatrute, to nie ma pięknych melodii.. Chciałem dać słuchaczowi coś, co go dotknie i zbliży do Prawdy do Boga. Modliłem się, żeby dźwięki nie pochodziły ode mnie a od Boga i mam nadzieję, że nawet jeśli gdzieś mogłyby być lepsze, to Pan Bóg zadziała, jak zadziałał z obrazem “Jezu, ufam Tobie” - gdy przed II wojną światową Siostra Faustyna - zlecając namalowanie obrazu Jezusa Miłosiernego - płakała, że Jezus nie jest na tym obrazie tak piękny, jak w rzeczywistości i że cała ta robota na nic… , Pan Jezus ukazując się jej odpowiedział - Faustyno, nie w piękności farby ani pędzla jest moc tego obrazu, ale w łasce mojej.

 

Oddaję w Wasze ręce kolejne lata pracy i mam nadzieję, że płyta spotka się z dobrym odbiorem. 

Proszę o modlitwę i ciepłe myśli.

Tomasz Kwiatkowski, styczeń 2025

 

 

3) 20 listopada 2020 roku - płyta Studio Dom Róż "W Nadziei świat". 

"W Nadziei świat" okładka

Piosenki: Tęskna Nuta TN, Gotowe jest moje serce GJMS, Zwyczajna tęsknota ZT, Serca Attache SA, Trzy dźwięki 3d, Książe i żebrak KiZ, Kamień i kurz KiK, Piosenka dnia PD, Wszystkie moje myśli WMM, Mam w nadziei świat MWNS, Moje dziecko, wybacz sobie MDWS, Książe i żebrak instr. KiZinstr, Hope HOE

 

Tomasz Kwiatkowski

teksty, kompozycje muzyczne, produkcja, fotografie, montaż wideo

 

Małgorzata Lenczewska

wokal główny, chórki, aranżacje wokalne

 

Realizację płyty „W nadziei świat” rozpocząłem w 2016 roku od przesłuchania ponad 20 tysięcy brzmień instrumentów klawiszowych... Poszukiwania dotyczyły także brzmień gitar elektrycznej i akustycznej. Nagrania instrumentów (w tym pianina i gitar) trwały ponad rok, pół roku pisałem teksty. W listopadzie 2018 roku dołączyła Gosia Lenczewska – cudowna wokalistka. Nagrania wokalu trwały niespełna rok a miks i mastering gotowych utworów zajął 9 miesięcy i zakończył się w maju 2020 roku. Bardzo dużo radości dała mi również współpraca z malarką Panią Jolantą Janiak Gawrych, która podjęła się namalowania obrazu (obraz jest na okładce - dziecko obejmujące kulę ziemską), a także współpraca z Kingą Mackiewicz, która podjęła się zaprojektowania logo Studio Dom Róż. W całości w roli eksperta (głównie od spraw formalnych ZAiKS, Stoart) wystąpiła Aga Kiepuszewska (nieoceniony wkład), a tę bardzo wyjątkową grafikę okładki płyty wykonała Katarzyna Kucińska.

W trakcie realizacji płyty "W Nadziei Świat" w 2019 straciłem pracę zarobkową i zostałem bez środków do życia. Pojawiły się pytania - co dalej z moim życiem? Co z płytą? Na to wszystko nakłada się trudny czas - rządy światowe ogłaszają pandemię koronawirusa, co niestety nie poprawia sytuacji na rynku pracy. W tych dramatycznych okolicznościach - wspierany przez garstkę przyjaciół - postanawiam ukończyć płytę.

 

  

Tomasz Kwiatkowski, październik 2020

 

 

Płyta "W Nadziei Świat" płytą tygodnia w Radiu Fara: 

 

https://przemyska.pl/2022/02/07/plyta-tygodnia-w-nadziei-swiat-studio-dom-roz/

 

Płyta "W Nadziei Świat" płytą tygodnia w Radiu Niepokalanów:

 

https://radioniepokalanow.pl/plyta-tygodnia-studio-dom-roz-w-nadziei-swiat/

 

 

 Rozmowa z Tomaszem Kwiatkowskim w Radiu Fara - rozmawia Siostra Klara Machulska:

 
 
 
 

 

 

 

Zapraszamy do "lajkowania" :), udostępniania oraz pozostawiania komentarzy na kanale Youtube Studia Dom Róż:

https://www.youtube.com/channel/UChYrEhAPuT6xBXMeauWMy7w/videos

Dziękujemy!!!

 

4) Do roku 2015...

Dzieciństwo (pisze Tomasz Kwiatkowski):

Akordeon - moja babcia Halina kochała brzmienie akordeonu. Kiedy miałem 9 lat dostałem od babci akordeon - bo jak słusznie twierdziła - akordeon jak zagra, to przynajmniej wiadomo jaka to piosenka - a gitara... niewiadomo… Wieku 5 lat wydarzyło się coś, czego nie jestem w stanie zapomnieć, jakby Boży zamysł pokazania mi - Tomasz patrz, ty tam jesteś, to jest kształt twojego serca... Byłem dzieckiem zwierconym, uciekłem z podwórka na tzw. ulicę. Szedł chłopak z gitarą na ramieniu. Zaniemówiłem i do dzisiaj - choć minęło tyle lat - pamiętam to uczucie - uciec z domu, żeby iść za nim i żeby mi dał “brzdąknąć” tymi drutami (sam nie wiem, skąd wiedziałem, że to można “brzdąknąć” - w wieku 5 lat…) czy jednak zostać tzn. nie uciekać… ? Wygrał strach, że rodzice mnie nie znajdą, że też strach, że mi nie da brzdąknąć albo jak to się brzdąka... i nie poszedłem za nim… Kiedy w wieku 9 lat dostałem ów akordeon, gdzieś wewnętrznie w sercu niezmiennie tkwiła gitara a zewnętrznie suszyłem głowę wszystkim dookoła - ja bym chciał gitarę…! Stało się. Pierwszą gitarę - zakupioną na komunistycznym targu - dostałem w wieku 12 lat. To dopiero było wydarzenie. Akustyczna czerwona gitara, struny jak na “komunę” przystało “metr” nad gryfem… Grałem całymi dniami. Koledzy na “kocich łbach” grali w piłkę, ja z gitary wydobywałem "kocie" dźwięki (czy jak to tam nazwać..). Niedługo po tym dostałem od rodziców upragnioną gitarę elektryczną - zresztą tego samego targu - czyli tej samej klasy instrument.. ale jednak.. - g i t a r a   e l e k t r y c z n a (szacun na dzielni). Problem tylko do czego tego "elektryka" podłączyć... - nie miałem wzmacniacza (tzw. “piecyka”). Więc próbując przerabiać różne kable lutownicą do lutowania rynien - tak, rynien, co to deszcz kapie, maleńkie wtyczki... "Rynnową" temperaturą bardziej topiłem i niszczyłem niestety te kabelki, niż lutowałem - ale w końcu się udało. Polutowanymi (sztukowanymi) kabelkami łączyłem moją elektryczną gitarę ze sprzętami tzw. Hi-fi (no dobrze... - komunistyczne hi-fi). Rodzice odmawiali sobie wielu rzeczy, żeby kupić taki magnetofon szpulowy, później kasetowy (młodsi niech sobie wyobrażą taką grającą “komórkę” za niewyobrażalne pieniądze - tylko na tę komórkę trzeba było np. zapracować przez rok w fabryce - i zakupioną w długich kolejkach pod sklepami, w których trzeba było spędzić pół dnia minimum a czasami kilka dni…) a ja do tego komunistycznego "hi-fi" podłączałem gitarę elektryczną (tymi polutowanymi kabelkami) i sprzęt.... po takim użytkowaniu, nadawał się po jakimś czasie na złom…. Doprowadzałem wszystkich w domu do (szukam delikatnego słowa) białej gorączki …. Więc tak podłączona gitara elektryczna przez jakiś czas grała (a jakże), a dopóki grała to dosłownie “dniami i nocami” na "bambiniaku" włączałem płytę winylową Bajm “Kaśka i ja” (choć teraz po latach widzę, że ta płyta nazywa się “Chroń mnie” - być może miałem jakąś unikatową winylówkę) i tak właśnie “dniami i nocami” improwizowałem do tej płyty (winyl grał na bambiniaku a moja gitara podłączona do innego sprzętu domowego). Na początku było ciężko, same fałsze, ale z dnia na dzień z tygodnia na tydzień szło coraz lepiej i lepiej. Tak się nauczyłem improwizować. Nawet teraz po wielu, wielu latach patrzę w nuty tylko po to, żeby zobaczyć, co jest przy kluczu, żeby podczas improwizowania na samym początku dobrze wejść w utwór. Później to już tylko serce i … modlitwa… do Boga (tym stały się później wszystkie moje dźwięki). Nieustanne poszukiwania.

I moja Św. pamięci mama - ty cholero....!!!! Popsułeś taki magnetofon... tą swoją gitarą!!!

:) :) :)

 

Jak już nieco się nauczyłem tych gitarowych dźwięków, to pojawiła się pierwsza kapela rockowa. Mocne dźwięki, wyjazdy na przeglądy młodych kapel. Z tego okresu najbardziej utkwiło mi w głowie to, jak wielkimi talentami Bóg obdarza ludzi. Pamiętam jednego bluesowego gitarzystę… dźwiękami malował pejzaż a ja słuchałem i podziwiałem. Niedługo potem sobie wymyśliłem, że ponieważ w domu się nie przelewa będę zarabiał grając na gitarze. I tak się stało. Znalazłem zespół grający zarobkowo (zabawy w remizach strażackich, wesela, studniówki etc.) - tzw. granie do kotleta… - na żywo i naprawdę na przyzwoitym, jak na "kotleta", poziomie. Ja tam grałem gitarę solową. Improwizacji i rocka... było mało - no ale płacą - wymagają. Nie ma co wybredzać. Kupiłem pierwszy multiefekt (co to było za wydarzenie... cyfrowe brzmienia stylizowane ala sławni gitarzyści...) i moim zadaniem było kręcenie tymi gałkami multiefektu (tego pudełka elektronicznego) tak długo, aż moja solówka zabrzmi jak na oryginalnym nagraniu tego, czy innego popularnego zespołu - a jak się gałkami udało to “ukręcić” w tym pudełku, to się barwę zapisywało jako tam 95tą czy 68mą i była gotowa do zagrania do "kotleta" - jak wnosili kotlety, gitara grała jak trzeba. I tak nocami granie zarobkowe a w dzień do Technikum Elektronicznego im. Marcina Kasprzaka w Warszawie - łatwo nie było…

 

Moja ukochana babcia Halina Kwiatkowska, u której mieszkałem w Warszawie (żeby było blisko do szkoły, do wspomnianego Technikum Kasprzaka) jeździła na zebrania w szkole. Profesor był babcią zachwycony (podobnie jak ja i chyba każdy, kto ją znał - nigdy nie należała do partii komunistycznej a sam Gen. Jaruzelski przypinał jej medale dla zasłużonych dla warszawskiego budownictwa - bardzo ciężko pracowała…). Co wymyśliła moja babcia - pojechała do profesora Wiesława Ciechomskiego (oboje i babcia i profesor już Ś.P.) i opowiadając o mojej sytuacji rodzinnej //opowieść na inny odcinek…// wzruszyła go do łez. Profesor obiecał jej, że będzie miał na mnie "oko" - jak ojciec. Babcia - panie profesorze, jak coś zawini, niech pan zdejmie pas i niech pan go leje a on jak wróci do domu i mi się poskarży, to ja mu jeszcze poprawię… Profesor zakochał się w mojej babci. Co zrobił profesor (?) - odpytywał mnie dosłownie prawie na każdej lekcji języka polskiego. Więc ucząc się już czasami wiele, wiele godzin dziennie, tak naprawdę większość wolnego czasu poświęcałem teraz (oprócz grania) na jęz. polski. Oczywiście babcia nie powiedziała mi od razu co zrobiła a ja myślałem sobie - no "Ciechom" się na mnie uwziął. I w taki oto sposób stałem się klasowym ekspertem od jęz. Polskiego - Tomek, a w “Panu Tadeuszu” ten i ten fragment to gdzie jest? Która księga? Ja na to - nie wiesz? Księga ta i tak, strona ta i ta. I się zgadzało.

Granie “do kotleta” skończyłem dopiero wtedy, gdy zacząłem studiować - ponieważ w tym czasie zacząłem również pracować. Poza tym, co tu dużo kryć, miałem dużą obawę, że się rozpiję - z mamą młodego się nie napijesz? - ze szwagrem panny młodej się nie napijesz? - z siostrą babci ciotki pana młodego się nie napijesz? itd. itd.  W roku 2005, wśród nieszczęść życiowych przyszła moja bardzo duża refleksja nad życiem, wiarą (jak to mawiał Ś.P. Ks. Pawlukiewicz - ludzie NIE nawracają się za biurkiem ale wśród nieszczęść życiowych). Wtedy pojawił się pomysł grania dla Bożych dzieł. I tak zacząłem grać na gitarze na Adoracjach w kościołach i też na innych wydarzeniach religijnych. Trwało to wiele lat. W końcu pojawił się pomysł utworzenia Studia Dom Róż (lata nauki zagadnień realizacji ale także lata nauki gry na kolejnych instrumentach). A było to tak:

w roku 2009 gdzieś w sercu zapragnąłem zbudować studio nagraniowe. Na początku pomyślałem, że może chodzi o to, żeby nagrywać i realizować innych. I tak w roku 2015 zadzwoniła do mnie Siostra Agnieszka Brzozowska z klasztoru Karmelitanek Bosych pod Ełkiem (Wityny)

- szczęść Boże, jak się cieszę, że się do pana dodzwoniłam, bo ja już 16ty raz się próbuję do pana dodzwonić…

Że tak powiem - to był strzał prosto w serce... - kto by do mnie próbował zadzwonić 16 razy... Siostra prosiła o pomoc, żeby im pomóc zrealizować płytę “Nadzieja pielgrzymująca” Karmelitanki i przyjaciele. Zgodziłem się. Biskup miejsca wydał dla mnie specjalną zgodę na wejście ze sprzętem nagraniowym za klauzurę (za tzw. "kraty" do Sióstr - czyli same baby..., co tam do nich nikt nie wchodzi). Co było za wydarzenie… jak to jest wejść do nich za kraty… tyle kobiet w jednym miejscu… Pamiętam ten moment, wchodzę za kraty a siostry - Tomek, chodź cię uściskamy!!! I dalej - wiesz, bo my to jesteśmy szalone w Miłości, mała Św. Tereska umierając mówi do sióstr - dajcie mi krucyfiks, chcę pocałować Jezusa i siostry pędzą, niosą żeby pocałowała zanim umrze i tak przysuwają jej stopy Jezusa do całowania, a Św. Tereska do nich - nie, nie… ja Go chcę w usta pocałować…. Pokochałem siostry od pierwszego spotkania za kratami :) I tak powstała płyta Nadzieja pielgrzymująca, gdzie moje zaangażowanie, to były 4 piosenki no i ten pobyt w Witynach (w klasztorze za kratami). 

 

Moja fotka z realizacji płyty dla Karmelitanek w terenie (rok 2015):

 

 Tomasz Kwiatkowski - realizacja w terenie

 Link do płyty Karmelitanek:

https://plyta.karmel.elk.pl/2015/piosenki/13-matka.html

 

Co bardzo istotne, płyta “Nadzieja pielgrzymująca” i piosenka “Matka” to bardzo duży zwrot w moim życiu. Początkowo realizując “Matkę” czegoś mi brakowało. Był prześliczny głos Agi Kiepuszewskiej, był prześliczny głos Siostry Agnieszki Brzozowskiej oraz przecudowne pianino Darka Jaskrowskiego... - a mi tam brakowało kilku akordów na pianinie. Co wymyśliłem - żeby nie jechać setek kilometrów dla nagrania kilku akordów, poszedłem do jednego z warszawskich sklepów muzycznych i kupiłem pianino elektroniczne. Wtachałem to pianino na plecach do studia i tak oto… (nie mając jeszcze tej świadomości) zacząłem moją przygodę z grą na pianinie, później na fortepianie i następnie na różnych, przeróżnych instrumentach klawiszowych.

Z perspektywy tych wielu lat... jest dla mnie czymś po ludzku niewytłumaczalnym…że grając od dziecka na gitarze - a na pianinie dopiero od 10 lat - w zasadzie 95% aranżacji i kompozycji to właśnie albo na pianinie albo na innym instrumencie klawiszowym. 

 

Tomasz Kwiatkowski+

 

5) EPILOG

Wydarzyło się to w na przełomie 1974 i 1975 roku. 4 ostatnie miesiące 1974, oraz cztery pierwsze miesiące 1975. W sumie 8 miesięcy. 8 najdłuższych miesięcy w życiu Wandy. Wanda podczas rutynowej kontroli lekarskiej usłyszała wyrok - musi pani usunąć to dziecko, bo jeśli pani tego nie zrobi, to urodzi się albo martwy albo kaleka. Dziecko się nie rozwija. Wanda - nie usunę panie doktorze! Następnie kobieta przepłakała 8 miesięcy swojego życia w pobliskim kościele. Czy coś tam, w tym kościele mówiła...(?), szeptała...(?), nie dowiemy się. Jednak kiedy poszła na ponowną kontrolę usłyszała - wie pani... no z punktu widzenia medycyny, to jest niewytłumaczalne, dziecko się rozwija, kończyny urosły ale wie pani, tak patrzę w kartę i pani powinna zostać w szpitalu, bo termin porodu na dniach. Wanda - nie panie doktorze, jeszcze miesiąc! To jest 8-my miesiąc. Lekarz - nie, to jest 9ty miesiąc! Kto miał rację? Oczywiście matka dziecka. Jednak lekarz nie dał za wygraną, zmusił Wandę, żeby urodziła w 8-mym miesiącu ciąży. Dziecko urodziło się zdrowe, ale lekarz zalecił codzienne zastrzyki. Babcia i ciocia dziecka chodziły z tym bobasem na zastrzyki (Wanda nie miała siły, nie dowiemy się czy fizycznej, czy psychicznej...). Po latach relacjonowały to tak - przerzucałyśmy się tym dzieckiem przed gabinetem zabiegowym, bo żadna z nas już nie mogła patrzeć jak w te miniaturowe nóżki wbijali igłę strzykawki... Dziecko rosło wolniej niż rówieśnicy i w dodatku regularnie raz w miesiącu chorowało albo na zapalenie oskrzeli albo na zapalenie płuc (jak to wcześniak). Wanda była wyczerpana. W końcu, po kilkunastu latach udręki pojechała do świętego miejsca, do Lichenia. Była bardzo biedną kobietą, więc kupiła najprostszą plastikową figurkę Matki Bożej - taką figurkę z odkręcaną koroną (butelka na wodę ala figurka Matki Bożej). Jest w Licheniu cudowne źródełko i to był cel Wady. Wróciła do domu, odkręciła z butelki koronę (korek) i dała się napić swojemu dziecku - temu wcześniakowi. Wszelkie choroby ustały - nie tylko te, które miał w tamtym czasie, ale wydarzyło się o wiele więcej - już jako dorosły człowiek syn Wandy już nigdy nie potrzebował żadnej pomocy lekarskiej - był zdrów jak ryba i jest nadal, choć minęło kilkadziesiąt lat. Domyślacie się już pewnie - tak, Wanda to moja matka... Co by było, gdyby uległa? Ale to była dzielna kobieta...

 

 

Copyright© 2020 Studio Dom Róż. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wszelkie prawa autorskie i prawa producenta do nagranych utworów zastrzeżone. Kopiowanie, wypożyczanie, wykorzystywanie do wykonań publicznych i nadań RTV bez zezwolenia zabroione. ZAiKS/BIEM